5,9 mld paczek rocznie do Unii. 91 proc. z Chin. 12 mld zł aż tyle Polacy wydają rocznie na Temu, Shein i AliExpress. Polskie sklepy tracą do 8,8 mld zł rocznie. Dwie trzecie kontrolowanych produktów nie spełnia europejskich norm. To jest strategicznie zaplanowana ofensywa, którą firmy z Chin prowadzą za błogosławieństwem komunistycznego rządu.
Skala, której nikt się nie spodziewał
W 2022 r. do całej Unii Europejskiej trafiło 1,4 mld paczek o deklarowanej wartości poniżej 150 euro. Dwa lata później to było już 4,6 mld. W 2025 r. urosło do 5,9 mld. To oznacza, że co rok ich liczba się podwaja, a w ciągu trzech lat liczba przesyłek wzrosła ponad czterokrotnie. Według danych Komisji Europejskiej oznacza to około 12 milionów paczek dziennie przekraczających granice Wspólnoty i aż 91 proc. z nich pochodzi z Chin.
Według Trade Data Monitor wartość eksportu takich przesyłek z Chin do UE wyniosła w 2024 r. 19 mld dol., a tylko w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. już 20,5 mld dol. Na jednego mieszkańca Unii przypada teraz średnio jedna chińska paczka miesięcznie.
To skala, której europejskie służby celne fizycznie nie są w stanie obsłużyć. Według szacunków Komisji nawet 65 proc. małych paczek ma celowo zaniżoną wartość, a aż 80 proc. towarów z chińskich platform w ogóle nie powinno trafić do Europy, bo nie spełniają unijnych norm.
Państwowy parasol (jak Pekin finansuje swoich championów)
Tezę o „nieuczciwej konkurencji” rzuca się dziś łatwo. Problem w tym, że w przypadku Temu, Shein i AliExpress jest to udokumentowany model biznesowy oparty na rządowym wsparciu.
Raport Izby Gospodarki Elektronicznej, opisywany m.in. przez „Rzeczpospolitą”, wskazuje, że chińskie władze od 2020 r. systematycznie wspierają eksport e-commerce poprzez dotacje, subsydia i ulgi podatkowe na każdym etapie produkcji i wysyłki. Konkretne mechanizmy są dobrze znane:
Zwolnienia z VAT i podatku konsumpcyjnego dla detalicznej sprzedaży eksportowej.
Preferencyjna stawka CIT — zaledwie 4 proc. dla firm działających w specjalnych strefach przemysłowych.
Subsydia na magazyny zagraniczne — np. miasto Harbin pokrywa do 50 proc. kosztów ich założenia, a Xiamen wypłaca 2 mln juanów (ok. 270 tys. dol.) na każdy nowy magazyn.
Dotacje na transport kolejowy do Europy — Chongqing przeznaczał na to 800 mln juanów rocznie, prowincja Jiangsu — 160 mln juanów.
Preferencyjne ubezpieczenia inwestycji zagranicznych i kredyty eksportowe udzielane przez państwową agencję Sinosure.
Według Patrycji Sass-Staniszewskiej, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej, dzięki różnym formom państwowego wsparcia same koszty logistyczne chińskich eksporterów mogą być niższe nawet o połowę co doskonale tłumaczy, dlaczego firmom z Państwa Środka opłaca się wysyłać produkty z Chin do Europy nawet samolotami. W praktyce oznacza to, że polski sprzedawca konkurujący z Temu nie konkuruje z chińską firmą, ale z chińskim państwem. Ta asymetria jest niemożliwa do zniwelowania samą efektywnością zarządzania.
Skala wsparcia daje skalę biznesu. Według DNA Rynków przychody PDD Holdings (właściciela Temu) wzrosły od 2016 r. ponad 800-krotnie. Sam Temu jest deficytowy — to inwestycja Pekinu w zdobycie zachodnich klientów, finansowana z zysków macierzystego Pinduoduo na rynku chińskim.
Polska na celowniku: 100 mln paczek i 12 mld zł rocznie
Polska jest dla chińskich platform jednym z najatrakcyjniejszych rynków w UE. Według szacunków branżowych do Polski trafia rocznie ok. 100 mln paczek z Chin. Sebastian Błaszkiewicz z firmy Univio, ekspert Izby Gospodarki Elektronicznej, wskazuje, że polskie sklepy internetowe tracą w ten sposób od 6,5 do 8,8 mld zł rocznie.
To pieniądze, które (gdyby nie chińskie platformy) Polacy wydaliby w polskich (lub przynajmniej unijnych) sklepach internetowych. Pieniądze, z których państwo polskie pobrałoby VAT i podatek CIT, a polskie firmy utrzymały miejsca pracy.
Z raportu Izby Gospodarki Elektronicznej, opisywanego przez „Rzeczpospolitą”, wynika, że Polacy w ciągu 12 miesięcy wydali na chińskich platformach (Shein, Temu, AliExpress, Kakobuy) 11,6 mld zł. Tylko w drugiej połowie 2025 r. to aż 6,1 mld zł, jak podaje wyborcza.biz. Liczby rosną tak szybko, że już 2026 r. może oznaczać przekroczenie progu 12 mld zł.
Dlaczego tak się stało? Według raportu Izby Gospodarki Elektronicznej, pandemia COVID-19 przeniosła do internetu zakupy 78 proc. Polaków, inflacja nauczyła ich liczyć każdą złotówkę, a smartfon stał się główną bramą do handlu. W 2024 r. już ponad 67 proc. polskich internautów regularnie kupuje online, a 36 proc. deklaruje zakupy na platformach spoza Unii czyli w praktyce na chińskich.
Co ważne, tylko 17,8 proc. polskich firm prowadzi sprzedaż internetową co jest wyraźnie poniżej średniej unijnej. Luka między cyfrowymi konsumentami a relatywnie słabiej zdigitalizowanym polskim handlem stworzyła idealną przestrzeń dla chińskich graczy.
Temu vs Allegro: anatomia przejęcia
Ekspansja jest spektakularna. Temu pojawiło się w Polsce na początku 2024 r. — i w niespełna dwa lata stało się największą platformą zakupową w kraju pod względem liczby użytkowników. Według Mediapanel:
marzec 2025 r.: Temu - 18,1 mln użytkowników, Allegro - 17,8 mln (Temu po raz pierwszy wyprzedziło Allegro).
Aplikację Temu zainstalowało już ok. 13 mln Polaków.
AliExpress: niecałe 10 mln użytkowników miesięcznie.
Shein: prawie 8 mln użytkowników.
Allegro wciąż wygrywa pod względem tzw. zaangażowanych użytkowników (tych, którzy spędzają na platformie ponad minutę miesięcznie), ale przewaga topnieje. Według analizy serwisu whenUbuy:
W styczniu 2026 r. przeciętny użytkownik Temu zostawił na platformie już ok. 60 proc. tego, co wydał na Allegro a rok wcześniej było to zaledwie 30 proc.
W lutym 2026 r. średnie wydatki na użytkownika na Temu były już tylko o ok. 15 proc. niższe niż na Allegro.
Na Temu kupujemy średnio 5–7 produktów w jednym zamówieniu, na Allegro tylko 2.
Niskie ceny to nie cała opowieść o przewadze chińskich platorm. Chińscy sprzedawcy stosują wyrafinowane techniki marketingowe: gamifikację zakupów, loterie, „limity czasowe”, komunikaty o rzekomo kończących się zapasach. Temu jest największym reklamodawcą na polskim Facebooku i Instagramie, generując miliardy kontaktów reklamowych miesięcznie. Aplikacje wykorzystują mechanizmy nieskończonego scrollowania, zaawansowaną analitykę behawioralną i krótkotrwałe promocje, żeby maksymalizować zaangażowanie i wracalność.
Toksyczna cena: dlaczego „tanie” oznacza „niebezpieczne”
Niska cena ma swoją cenę i to niestety, dosłownie. Wyrywkowe badania prowadzone w całej Europie pokazują skalę problemu, której konsumenci kompletnie nie są świadomi.
Raport Federacji Konsumentów z 7 kwietnia 2025 r. Eksperci z Laboratorium Nawozów i Wyrobów Chemicznych w Pile (część Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji) przebadali 29 losowo wybranych produktów z Temu i Shein:
57,6 proc. produktów zawierało niebezpieczne metale ciężkie w stężeniach przekraczających dopuszczalne limity.
10 z 16 sztuk ubrań i bielizny miało chrom, nikiel, ołów, kobalt lub antymon ponad normę (norma to maks. 0,05 proc., a w bluzce z klamerkami wykryto 15,2 proc. niklu, w jeansach z perłami 10,6 proc. chromu).
2 z 6 par butów zawierało nikiel w stężeniu 1,9–5,5 proc.
W komplecie biżuterii (naszyjnik, kolczyki, bransoletka) wykryto 9,6 proc. chromu i 1,3 proc. ołowiu.
Metale ciężkie nie są kwestią „przesadzonych norm unijnych” jest to realne zagrożenie. Ołów to neurotoksyna, która uszkadza mózg i nerki dzieci. Chrom sześciowartościowy jest kancerogenny. Nikiel jest jednym z najczęstszych alergenów kontaktowych. Wszystkie te metale, w kontakcie z potem i kwaśnym środowiskiem skóry, migrują do organizmu.
Raport TestAchats (belgijska organizacja konsumencka, listopad 2025 r., we współpracy z partnerami z Niemiec i Danii): 70 proc. badanych artykułów z Temu i Shein nie spełnia norm bezpieczeństwa. Wśród przebadanych zabawek dla dzieci 26 z 27 oblało test.
W szacunkach unijnych jest jeszcze gorzej. Według dokumentów Komisji Europejskiej: po sprawdzeniu 20 tys. przesyłek z zabawkami i drobną elektroniką ponad połowa nie spełniała norm UE, a 84 proc. produktów przebadanych laboratoryjnie uznano za niebezpieczne.
W listopadzie 2025 r. Francja tymczasowo zawiesiła działalność Shein po tym, jak organy ochrony konsumentów wykryły na platformie m.in. lalki erotyczne o wyglądzie dzieci i nielegalną broń.
Drugi etap ofensywy (magazyny pod Wrocławiem i przejęcie MediaMarktu)
Cła i opłaty mogą uderzyć w model „bezpośredniej wysyłki z Chin”, ale chińscy gracze już dawno temu zaczęli budować w Europie własną infrastrukturę. To kolejna faza strategii i znacznie trudniejsza do zatrzymania.
Shein otworzył w 2025 r. centrum logistyczne pod Wrocławiem, skracając czas dostawy do kilku dni.
JD.com (chiński gigant e-handlu) przejął niedawno właściciela niemieckiej sieci MediaMarkt, wchodząc w cały europejski handel elektroniką.
Temu i AliExpress nawiązują współpracę z coraz większą liczbą polskich sprzedawców, np. z branży kosmetycznej co czyni je platformami pośredniczącymi, a nie tylko zagranicznym konkurentem.
Poczta Polska ogłosiła zacieśnienie współpracy z Temu, za co została skrytykowana przez Izbę Gospodarki Elektronicznej. Państwowy operator (otrzymujący ok. 1 mld zł rocznej rekompensaty z polskiego budżetu) tłumaczy, że potrzebuje przychodów, by wyjść z finansowej zapaści.
Jak ujmuje to prof. Arkadiusz Kawa z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu: „Dziś chińskie platformy korzystają jeszcze z europejskich firm kurierskich. Ale już teraz Chińczycy próbują tworzyć własnych graczy logistycznych w Europie i w ten sposób przejmować kontrolę nad całością procesu dostaw. A równocześnie kupują europejskich sprzedawców.”
Reakcja UE (w końcu!)
Po latach dyskusji Bruksela wreszcie się obudziła. Harmonogram wygląda tak:
1 lipca 2026 r. — opłata 3 euro za każdy rodzaj produktu w paczce. Cło nie będzie pobierane od paczki, lecz od każdej odrębnej kategorii towaru. Jeśli w paczce są skarpetki, koszulka i czapka — opłata wyniesie 9 euro. Jeśli są tylko skarpetki różnych kolorów — 3 euro. Formalnie obciąża to wysyłającego (czyli chińskiego sprzedawcę), ale w praktyce koszt zostanie przerzucony na klienta.
Koniec 2026 r. — dodatkowa opłata 2 euro za każdą paczkę. Ma sfinansować rosnące koszty odpraw celnych ponoszone przez państwa członkowskie.
2026/2027 r. — przyspieszone zniesienie progu zwolnienia 150 EUR. Pierwotnie miało to nastąpić w 2028 r., ale Komisja Europejska przyspieszyła ten ruch. Wszystkie paczki spoza UE będą podlegały cłu od pierwszego euro.
2028 r. — pełna reforma celna i naliczanie cła od rzeczywistej wartości towaru. Wymaga uruchomienia Europejskiego Urzędu Celnego z siedzibą w Lille, który zastąpi ponad 100 obecnych krajowych systemów IT do obsługi przesyłek.
Łącznie do polskich konsumentów dotrze cło ok. 13 zł od pierwszego rodzaju towaru w paczce + ok. 9 zł od paczki — co w przypadku zakupów po kilkanaście złotych będzie oznaczać niemal podwojenie ceny.
Czy to wystarczy? Eksperci są sceptyczni. Profesor Kawa: „W przypadku droższych produktów dodatkowe trzy euro raczej nie zniechęci do korzystania z chińskich platform. Natomiast może się stać barierą przy kupowaniu towarów bardzo tanich, kosztujących kilka czy kilkanaście złotych.”
Innymi słowy: nowe cła mogą ukrócić zakupy impulsywne („coś za 9 zł, zobaczę co to”), ale nie zatrzymają samej platformy.
Trump pokazał kierunek, Europa idzie wolniej
Skala chińskiej ofensywy w Europie wzrosła po ruchach Donalda Trumpa w 2025 r. Amerykański prezydent:
Zlikwidował zwolnienie celne dla przesyłek do 800 dol. (analogiczne do unijnego progu 150 EUR).
Drastycznie podniósł cła na towary z Chin.
Wprowadził dodatkową opłatę 100 dol. na paczki do klientów indywidualnych.
Efekt? Eksport z Chin do USA spadł z 23 mld dol. (2024) do ok. 13 mld dol. w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. Zainteresowanie amerykańskich klientów chińskimi platformami spadło o ponad połowę w ciągu dwóch miesięcy. Zyski PDD Holdings (właściciela Temu) spadły w pierwszym kwartale 2025 r. o niemal 40 proc.
Chińczycy nie poddali się ale przekierowali ofensywę na Europę. To tłumaczy, dlaczego liczba paczek do UE w 2025 r. wzrosła z 4,6 do 5,9 mld, a wartość eksportu z 19 do ponad 20,5 mld dol. tylko w trzech kwartałach. Unia, w przeciwieństwie do USA, nie chce wojny handlowej z Pekinem i to widać po jej ostrożnym, „etapowym” planie. 3 euro, potem 2 euro, potem stopniowa reforma. Tymczasem chińskie platformy każdy kwartał zwłoki traktują jako kolejną okazję, by głębiej zakorzenić się na europejskim rynku.
Co to znaczy dla Polski?
Sebastian Błaszkiewicz z Univio mówi wprost: „To pieniądze, które Polacy wydaliby przede wszystkim w polskich sklepach internetowych, gdyby nie mieli dostępu do chińskich platform.” Każde 8,8 mld zł rocznie to:
Utrata podatków (VAT, CIT, PIT pracowników polskich sklepów).
Zagrożenie dla miejsc pracy w polskim handlu detalicznym i e-commerce.
Rosnące koszty utylizacji odpadów - bo chińskie produkty marnej jakości szybko zamieniają się w śmieci, za które polski podatnik płaci w rosnących opłatach za odpady komunalne.
Realne zagrożenie zdrowotne - toksyczne ubrania, niebezpieczne zabawki, ładowarki bez certyfikatów.
Strategiczna zależność - przechwytywanie europejskiej infrastruktury logistycznej i handlu przez chińskie firmy.
A wszystko to bez żadnej wzajemności. Jak zauważa raport Izby Gospodarki Elektronicznej: chińscy konsumenci nie kupują w europejskich sklepach. Ten e-handel działa w jedną stronę.
W tle pozostaje pytanie najtrudniejsze: co z konsumentem, który zakochał się w tanich zakupach? Nowe opłaty zostaną przerzucone na klienta. Część osób uzna, że to mniejszy problem niż rezygnacja z dotychczasowych nawyków. Część zacznie kupować w paczkach zbiorczych. Część przerzuci się z powrotem na Allegro i polskie sklepy.
Cło 3 euro nie zatrzyma Temu i Shein (ale znacząco zwolni ekspansję co pokazują pierwsze reakcje klientów raportując dwucyfrowe spadki dostaw a jeśli trend się utrzyma, a jeśli taki trend się utrzyma to będziemy świadkami nawet 1 mld paczek rocznie mniej słanych z Chin do UE.). Ale w połączeniu z drugą opłatą paczkową, zniesieniem progu 150 EUR i (co najważniejsze) rzetelnymi kontrolami bezpieczeństwa może wreszcie wyrównać warunki gry.
Jak ujmuje to dziennikarz Cezary Kowanda w „Polityce”: cel, jakim jest ograniczenie zakupów na chińskich platformach, „można nazwać górnolotnie elementem patriotyzmu gospodarczego. Albo mniej spektakularnie: świadectwem zdrowego rozsądku.”
Artur Kurasiński
POZNAJ NOWY SPOSÓB NA PORZUCONE KOSZYKI W TWOIM SKLEPIE
Widziałeś to już wiele razy w swojej analityce: klient dodaje produkt do koszyka, wychodzi ze strony i w większości przypadków historia “jak prawie sprzedałeś swój super produkt” na tym się kończy.
A porzucone koszyki to nie margines błędu, ale realna, policzalna sprzedaż, która co miesiąc wycieka z każdego sklepu internetowego. Problem w tym, że klasyczne narzędzia do jej odzyskiwania (mailing, retargeting) tracą skuteczność, bo konkurują o uwagę z dziesiątkami innych powiadomień (zresztą popatrz na swoją skrzynkę i pomyśl jakie maile najczęściej kasujesz od razu, bez czytania?).
Ciekawe podejście do tego problemu pokazuje InPost Pay. Zamiast maila, zawartość koszyka trafia bezpośrednio do aplikacji InPost Mobile (z której klient i tak korzysta na co dzień) gdzie dostaje spersonalizowane powiadomienie push, które przenosi go prosto do niedokończonego zamówienia. Prawda, że to zupełnie inna bajka? Kto by chciał zostawić niedokończoną transakcję w aplikacji mobilnej?
Efekt? Według wewnętrznych danych InPost odzyskiwanych jest średnio 5% takich koszyków, a u najlepiej radzących sobie sklepów nawet 20% wysłanych powiadomień kończy się zakupem. Nie wiem jak ty, ale w moim sklepie online, gdzie sprzedaje książki za takie metryki oddałbym naprawdę bardzo, bardzo dużo. A dlaczego to nie działa w moim czy twoim sklepie, ale w aplikacji inPost?
Bo skuteczność odzyskiwania koszyków zależy dziś mniej od treści komunikatu, a bardziej od tego, gdzie i w jakim kontekście on dociera do klienta.
KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ JAK TO ZMIENIĆ!
NEWSY WARTE TWOJEJ UWAGI:
Przeszukałem cały Internet w poszukiwaniu najciekawszych/najważniejszych historii dotyczących technologii:
AI NAPĘDZA SPRZEDAŻ SHOPIFY
Ruch i zamówienia generowane przez AI w sklepach Shopify potroiły się rok do roku, a firma przekonuje, że sztuczna inteligencja uzupełnia tradycyjne wyszukiwarki zamiast je wypierać. AI może szczególnie pomagać mniejszym sprzedawcom, lepiej dopasowując produkty do konkretnych potrzeb klientów i kierując ich bezpośrednio na strony produktów.
„GŁUPIE” OKULARY HITEM SPRZEDAŻY
Okulary przeciwsłoneczne stworzone jako odpowiedź na naszpikowane AI smart glasses wyprzedały się, pokazując, że część klientów wciąż chce technologicznej prostoty. Sukces „dumb glasses” sugeruje, że brak kamer, mikrofonów i sztucznej inteligencji może być dziś równie atrakcyjną cechą produktu jak ich obecność.
CLAUDE ZNAKUJE SWOJE TEKSTY WATERMARKIEM
Od modeli wypuszczonych po 2 sierpnia Anthropic wplata niewidzialny, maszynowo czytelny znak wodny w tekst generowany przez Claude’a, i to globalnie, nie tylko w UE. To odpowiedź na art. 50 unijnego AI Act oraz pierwsze wdrożenie watermarkingu tekstu na taką skalę wśród czołowych laboratoriów. Haczyk: znak przetrwa kopiuj-wklej, ale parafraza czy mocna edycja go usuwają, a narzędzie do wykrywania jeszcze nie ruszyło.
LOVABLE WYCENIONE NA 13,3 MLD USD
Sztokholmski Lovable pozyskał 400 mln USD przy wycenie 13,3 mld USD, wskakując do ścisłej czołówki europejskich startupów AI (wg WSJ). Platforma pozwala budować strony i aplikacje opisem w języku naturalnym, to sztandarowy przykład tzw. vibe codingu. Wycena zaskakuje, bo konkurencja (OpenAI, Anthropic, Cursor, Replit) rośnie, a inwestorzy zdają się zakładać, że rynek udźwignie wiele dużych platform naraz.
FOXCONN: SERWERY AI PRZEGONIŁY ELEKTRONIKĘ UŻYTKOWĄ
Zysk Foxconnu wzrósł o 35% rok do roku, a dywizja serwerów chmurowych i sieciowych (w tym serwerów AI) po raz pierwszy przekroczyła połowę przychodów (51%), spychając elektronikę użytkową z iPhone’em do 29% (wg Reuters). To namacalny dowód, że AI przestało być tylko historią software’ową i realnie przebudowuje globalny łańcuch dostaw sprzętu.
KOSMICZNA WYCENA ANTHROPICA
Wyceny spółek AI coraz częściej bazują na przychodach prognozowanych nawet kilka lat naprzód, bo obecne wyniki nie oddają skali oczekiwanego wzrostu. To podejście może jednak okazać się ryzykowne, jeśli astronomiczne prognozy zderzą się z wysokimi kosztami rozwoju i wolniejszym od zakładanego skalowaniem biznesu.
CHIŃCZYCY WIERZĄ W AI BARDZIEJ NIŻ AMERYKANIE
W Chinach sztuczna inteligencja budzi znacznie większy optymizm niż w USA, gdzie obawy o miejsca pracy, prywatność i społeczne skutki technologii są wyraźnie silniejsze. Różnica pokazuje, że o tempie adopcji AI może zdecydować nie tylko przewaga technologiczna, ale również społeczne nastawienie do nadchodzących zmian.
USA KAŻĄ WYBRAĆ STRONĘ W WOJNIE O AI
Waszyngton chce postawić swoich partnerów przed wyborem: amerykański ekosystem AI albo konkurencyjna inicjatywa rozwijana przez Chiny. Rywalizacja o modele, chipy i surowce krytyczne coraz wyraźniej zamienia wyścig technologiczny w geopolityczny podział świata.
BUNT PRZECIWKO CYFROWEJ INWIGILACJI
Kamery Flock wykorzystujące AI do śledzenia pojazdów wywołują w USA coraz większy sprzeciw, łącząc ludzi ponad politycznymi podziałami w obawie przed rozrostem technologicznego nadzoru. Protesty mogą być początkiem szerszego buntu przeciwko wpływowi gigantów technologicznych na prywatność, państwo i codzienne życie obywateli.
ZAKUPY BEZ KUPOWANIA
W Korei Południowej popularność zdobywają „dopaminowe sklepy”, które pozwalają przeglądać produkty, wrzucać je do koszyka i składać fikcyjne zamówienia bez wydawania pieniędzy. Trend pokazuje, że dla części internautów największą przyjemnością nie jest posiadanie produktu, lecz sam rytuał zakupów i oczekiwanie na nagrodę.




