Odwrócony centaur
Recenzja książki Cory’ego Doctorowa, który pisze o człowieku jako dodatek do maszyny.
W maju 2025 roku Marco Buscaglia, freelancer z Chicago, stał się na kilka dni głównym bohaterem internetu. Jego wakacyjna lista książek do przeczytania, (opublikowana w dodatku do kilku amerykańskich dzienników), składała się z piętnastu pozycji. Problem w tym, że dziesięć z nich nie istniało bo zostały wygenerowane przez chatbota, a Buscaglia (jak sam przyznał w rozmowie z 404 Media) nie zdążył tego sprawdzić.
Jak dobrze podejrzewacie, całe “internety” miały używanie. Ale Cory Doctorow w swojej nowej książce The Reverse Centaur’s Guide to Life After AI proponuje, żeby na chwilę wstrzymać się ze śmiechem. Bo Buscaglia napisał (czy raczej zlecił napisanie) większości sześćdziesięcioczterostronicowego dodatku. Jason Koebler, który opisał sprawę, zaczynał karierę w redakcji, gdzie taką listę robiło trzech stażystów pod okiem doświadczonego dziennikarza, z zapleczem działu fact-checkingu. Buscaglia dostał zadanie wykonania pracy kilkunastu osób w terminie, który gwarantował katastrofę.
Wniosek Doctorowa jest prosty i stanowi klucz zrozumienia całej jego książki: Buscaglia nie zawiódł. Buscaglia został wtłoczony w rolę, w której jego praca nie polegała na nadzorowaniu chatbota, tylko na wzięciu na siebie winy za błędy chatbota.
Lubię książki Doctorowa. Nie są może ucztą intelektualną jak felietony Dukaja, ale na szczęście za każdym razem są o czymś, czego w debacie o technologii (szczególnie w Polsce) bardzo brakuje: opisywania cyfrowego kapitalizmu z perspektywy tych, którym on się przydarza, a nie tych, którzy na nim zarabiają. Doctorow ma jedną wielką zaletę rzemieślnika, który po prostu konsekwentnie draży temat styku technologii i kapitalizmu.
Wszak to on wprowadził do obiegu określenie„enshittification" (po polsku “zgównowacenie”), termin opisujący cykl życia platform (najpierw dobre dla użytkowników, potem dla klientów biznesowych, na końcu już tylko dla siebie), rozwinięty w zeszłorocznej książce pod tym samym tytułem a dziś trudno o tekst o Amazonie czy Google'u, który się bez niego obywa.
Wcześniej była książka Chokepoint Capitalism, o tym, jak skoncentrowane rynki kreatywne wyciskają twórców przez wąskie gardła dystrybucji (lekura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, czemu Spotify płaci muzykom homeopatyczne ułamki grosza). The Internet Con to z kolei zwięzły manifest interoperacyjności jako narzędzia rozbijania monopoli z przesłaniem “nie czekaj, aż regulator podzieli giganta, tylko daj ludziom prawo podłączania się do jego systemów bez pytania o zgodę”.
A kto woli fikcję, niech sięgnie po jego powieść “Mały brat” kierowaną do młodszych odbiorców opowiadającą o inwigilacji, która zradykalizowała całe pokolenie amerykańskich nerdów skuteczniej niż niejeden traktat, albo serię o Martinie Henchu, śledczym księgowym tropiącym przekręty Doliny Krzemowej, gdzie kryminalna intryga jest w gruncie rzeczy wykładem z finansowej patologii big techu.
No i jest Pluralistic, codzienny newsletter bez reklam, trackerów i paywalla, publikowany na wolnej licencji: dowód, że można być zawodowym pisarzem w internecie i nie brać udziału w tym wszystkim, co się krytykuje. Nawet jeśli nie ze wszystkim się u Doctorowa zgadzam, to jest to jeden z niewielu autorów, po których lekturze człowiek dostaje całkiem dużo przemyśleń “jak ten świat naprawdę działa”.
Doctorow buduje całą argumentację wokół jednego rozróżnienia, zapożyczonego z teorii automatyzacji: centaur kontra odwrócony centaur.
Centaur to człowiek wspomagany przez maszynę bardzo często wyobrażany w sztuce jako pół człowiek, pół koń. Stosując tę analogię każdy rowerzysta w jakimś sensie jest centaurem. Ktoś korzystający z aparatu słuchowego jest centaurem. Jest nim sam Doctorow, który karmi Whisper’a trzydziestoma godzinami podcastów, żeby odnaleźć jeden cytat (co opisuje to doświadczenie jako czyste, niezmącone szczęście).
Odwrócony centaur to człowiek wcielony do roli asystenta maszyny. Lucy i Ethel przy taśmie z czekoladkami, tyle że bez śmiechu z offu. Pracownik magazynu Amazona, którego ruchy mierzą kamery z AI i który sika do butelki, bo wyjście do toalety rozwaliłoby mu normę. Programista Amazona (i to jest jedna z najlepiej udokumentowanych partii książki, oparta na reportażu Noama Scheibera z „New York Timesa”) którego praca zmieniła się z rozwiązywania problemów w gorączkowe przeglądanie kodu wyplutego przez chatbota w tempie uniemożliwiającym jakąkolwiek realną kontrolę.
Rozróżnienie brzmi prosto, ale robi w książce ogromną robotę, bo rozwiązuje paradoks, który każdy z nas zna z własnej bańki: jak to możliwe, że jedni przysięgają, że AI odmieniło ich życie, a drudzy - że to bezużyteczny złom? Odpowiedź Doctorowa: ci pierwsi to centaury, które same zdecydowały, kiedy i jak używać narzędzia. Ci drudzy to odwrócone centaury, którym narzędzie narzucono. Spór o „jakość AI” jest w gruncie rzeczy sporem o władzę, tylko udaje spór o technologię.
Najważniejsze zdanie książki (Doctorow powtarza je jak mantrę, aż do znudzenia, i robi to celowo) brzmi: “nieważne, co gadżet robi. Ważne, dla kogo to robi i komu to robi.”
Najciekawsze jest jednak to, że Doctorow nie zatrzymuje się na krytyce kulturowej. Środek książki to właściwie wykład z mechaniki finansowej bańki, napisany tak, że zrozumie go każdy, kto kiedykolwiek zastanawiał się, czemu Big Tech zachowuje się jak zachowuje.
A jak to wygląda? Otóż spółka „wzrostowa” ma wielokrotnie wyższy wskaźnik ceny do zysku niż spółka „dojrzała”. Wysoka wycena pozwala kupować firmy i talenty za akcje, które (jak pisze Doctorow z charakterystyczną złośliwością) produkuje się „wpisując zera do arkusza kalkulacyjnego”. Ale w momencie, gdy rynek uzna, że wzrost się skończył, następuje panika: wyprzedaż, krach wyceny, utrata wszystkich przewag naraz. Dlatego Google, mając 90 procent rynku wyszukiwania (definicję dojrzałego biznesu) musi bez przerwy opowiadać historię o nowych terytoriach do podboju. Kiedyś tym terytorium był Google+, potem metawersum Zuckerberga, dziś jest nim samo AI.
Stąd wniosek, który tłumaczy wszystko, co widzimy na co dzień: adresatem hype’u na AI nie jesteśmy my, czyli klienci palący tokeny modeli fundamentalnych. Prawdziwym adresatem są inwestorzy. Przycisk AI, który dorzucony jest do chyba już każdej aplikacji i którego nie da się wyłączyć, jest tam po to, żeby wygenerować statystykę „zaangażowania”, którą można pokazać w raportach finansowych na Wall Street.
Doctorow wylicza, że w trakcie pisania książki przypadkowo wywołał asystenta AI w swoim Pixelu robiąc zdjęcie, przełączając aplikacje, wysyłając SMS-a, dyktując maila (oraz szukając w ustawieniach opcji wyłączenia AI). Każde z tych „zaangażowań” poszło do kwartalnego raportu opisującego “wzrost korzystania z usług AI”.
Do tego dochodzi księgowość (szczególnie ta kreatywna). Microsoft „inwestuje” w OpenAI, a tokeny na moc obliczeniową we własnych centrach danych, OpenAI księguje je po wartości nominalnej jako przychód inwestycyjny, po czym wydaje je z powrotem u Microsoftu (który księguje to jako przychód swojej chmury). Ufff.
Doctorow porównuje to do lodziarni, która daje stałemu klientowi żetony do automatów z grami, a potem ogłasza, że „zainwestowała” w klienta i „zarobiła” na automatach. Ed Zitron (którego uwagi z „Hater’s Guide to the AI Bubble” Doctorow obficie cytuje) dodaje do tego liczbę, którą warto zapamiętać: siedem spółek związanych z AI odpowiada za 35 procent wartości amerykańskiej giełdy (i tylko jedna z tych spółek czyli NVIDIA naprawdę zarabia sprzedając swój hardware pozostałym sześciu podmiotom).
Jest w tej książce rozdział, który wywoła najwięcej sporów, i dobrze, bo jest intelektualnie najodważniejszy. Doctorow (czyli pisarz, którego książki niemal na pewno znalazły się w zbiorach treningowych wielkich modeli) twierdzi, że AI nie ma problemu z prawem autorskim. AI ma problem z pracą.
Czemu? Bo argument prawny jest trudny do zbicia: scraping jest legalny (robi to każda wyszukiwarka i Internet Archive), analiza statystyczna utworów to zliczanie faktów, a faktów nie obejmuje prawo autorskie, publikacja modelu zaś to publikacja kodu, chronionego w USA jako wypowiedź. Ale można naruszyć prawo przy okazji treningu (jak Meta czy Anthropic, ściągające pirackie kopie książek, za co ta druga zapłaciła autorom 1,5 miliarda dolarów ugody) ale to naruszenie przy pozyskaniu, nie przy trenowaniu.
Ciekawszy jest jednak argument ekonomiczny. Doctorow zastanawia się, że skoro przez czterdzieści lat prawo autorskie było nieprzerwanie rozszerzane a przemysł rozrywkowy rósł i koncentrował się, to dlaczego udział twórców w tym torcie spadł, i to zarówno procentowo, jak i w wartościach bezwzględnych?
Odpowiedź znamy: bo prawo autorskie jest zbywalne, a twórcy sprzedają je na rynku, na którym po stronie kupujących stoi pięciu wydawców, cztery studia, trzy wytwórnie. Dawanie twórcom nowych praw w obecnym klimacie prawnym to jak dawanie gnębionemu dzieciakowi więcej pieniędzy na obiad. Wszyscy przecież wiemy, że szkolni oprawcy zabiorą mu i to.
Nowe „prawo do treningu” nie trafiłoby do ilustratorów i pisarzy; trafiłoby, poprzez niepodlegające negocjacjom klauzule w umowach, do Disneya, Universala i Getty Images, które chcą dokładnie tego samego co firmy AI (zastąpić twórców automatem) tylko na własnych warunkach. Wymowny jest cytowany w książce komunikat RIAA przy okazji pozwu Disneya przeciw Midjourney: organizacja nie protestuje przeciw trenowaniu modeli na cudzej pracy. Protestuje przeciw trenowaniu bez płacenia wytwórniom.
Co w zamian? Dwie rzeczy. Po pierwsze, wzorzec ze strajku scenarzystów z 2023 roku: WGA nie zażądała zakazu AI, tylko wywalczyła prawo do używania AI na warunkach pisarzy, bez obniżki stawek - czyli prawo do bycia centaurem zamiast odwróconego centaura. Doctorow widzi w tym argument za przywróceniem negocjacji sektorowych, zakazanych w USA od ustawy Tafta-Hartleya. Po drugie, obrona zasady, której amerykański urząd praw autorskich broni konsekwentnie w sądach: dzieło wygenerowane przez AI nie podlega ochronie prawnoautorskiej. Rodzi się w domenie publicznej. A jedyną rzeczą, której korporacje medialne nienawidzą bardziej niż płacenia twórcom, jest sytuacja, w której ktoś może legalnie kopiować ich produkty.
Jeśli wybór brzmi: płacić ludziom albo stracić copyright oznacza wybór “lepiej płacić ludziom” (chociaż to serio bardzo rzadki przypadek polityki, która służy twórcom, a nie ich pracodawcom).
Osobny, gorzko zabawny wątek to „aktualnie istniejące AI” nie to z prezentacji inwestorskich, tylko to, które już działa i już zarabia. Katalog prezentuje się następująco: ustalanie cen na podstawie inwigilacji (Delta i startup Fetcherr, obiecujący cenę biletu skrojoną pod dane wywiadowcze o pasażerze), algorytmiczna dyskryminacja płacowa (Uber obniżający stawki kierowcom, których dane wskazują na kiepską sytujację materialną), aplikacje do wynajmowania pielęgniarek na zmiany, które (jak ustalił Roosevelt Institute) kupują od brokerów danych historię kredytową pielęgniarki i proponują niższą stawkę tym z długami na karcie. Bo jak wiadomo zdesperowany finansowo pracownik nie będzie się targował, weźmie każdą pracę.
Do tego predykcyjne wskazywanie przestępców, gdzie model trenowany na danych z rasistowskich patroli produkuje rasistowskie rekomendacje, które generują dane do dalszego treningu — Doctorow nazywa to „koprofagicznym AI” i cytuje badania HRDAG pokazujące, jak drobne skrzywienie danych wejściowych rośnie lawinowo z każdym cyklem.
I wreszcie mój ulubiony motyw: jak często „AI” okazuje się po prostu ludźmi. Sklepy Amazon Just Walk Out, w których „kamery AI” były zwykłym CCTV podłączonym do indyjskich centrów, gdzie do trzech pracowników na klienta klikało, co ten wrzucił do koszyka. Builder.ai, wyceniany na miliard dolarów „system AI budujący aplikacje”, będący w rzeczywistości agencją pośrednictwa pracy dla ośmiuset programistów z Indii. Robot Tesli, który tańczył tak bardzo “po ludzku”, bo był tancerzem w kostiumie robota. Hinduscy technolodzy żartują, że AI znaczy „Absent Indians”, a GPT w ChatGPT — „Gujarati People Typing”. Mechaniczny Turek z 1800 roku miał w środku szachistę; jego następcy mają outsource’owanych pracowników z Bengaluru.
Z polskiej perspektywy ten rozdział czyta się z prawdziwym niepokojem. Nasz sektor usług biznesowych (setki tysięcy miejsc pracy, filar modelu rozwojowego ostatnich dekad odpowiedzialny za rosnące od 30 lat polskie PKB) to w dużej mierze właśnie ta warstwa: ludzie obsługujący procesy, których automatyzacja jest wiecznie „tuż za rogiem”.
W optymistycznym scenariuszu AI robi z nich centaury. W scenariuszu, który opisuje Doctorow (i który jest domyślnym scenariuszem każdego wdrożenia nastawionego na cięcie kosztów) robi z nich “odwrócone centaury” na czas przejściowy, aby szybko potem zrobi z nich bezrobotnych. Nie dlatego, że AI potrafi wykonywać ich pracę tylko dlatego, że sprzedawca AI potrafi przekonać ich pracodawcę, że potrafi. To rozróżnienie (między „AI zabierze ci pracę” a „sprzedawca AI przekona twojego szefa, żeby cię zwolnił i zastąpił AI, które nie umie robić twojej roboty”) jest może najbardziej praktycznym wkładem tej książki do publicznej debaty.
Czy to książka kompletna, dobrze napisana i będąca super pozycją do polecenia? I tak i nie. Doctorow pisze w rytmie swojego newslettera Pluralistic — i czasem to widać. Niektóre anegdoty (Google+, pivot to video) znają wszyscy, którzy czytali Enshittification; parę argumentów powtarza się w książce dwukrotnie niemal tym samym zdaniem, jakby rozdziały powstawały jako osobne eseje, którymi zapewne były.
Prognoza, że bańka „pęknie, bo wszystkie bańki pękają”, jest bezpieczna retorycznie i niefalsyfikowalna praktycznie a sam Doctorow uczciwie przywołuje prawo Steina („jeśli coś nie może trwać wiecznie, to się skończy”).
Jest też napięcie, którego autor jest świadom, ale go do końca nie rozbraja: cała nadzieja książki spoczywa na „produktywnych pozostałościach” bańki — otwartych modelach jak Whisper czy DeepSeek, działających lokalnie, tanio i pod kontrolą użytkownika. Doctorow pięknie pisze, że pozostałość po bańce to “złom do odzysku”: skoro węgiel już spalono, głupotą byłoby wyrzucać to, co zostało. Ale to oznacza, że jego scenariusz pozytywny jest w istocie scenariuszem po katastrofie czyli po krachu, który przy 35-procentowym udziale spółek AI w amerykańskiej giełdzie uderzy też w fundusze emerytalne ludzi, którzy nigdy świadomie nie postawili złotówki na Sama Altmana.
W tym również nasze: polski kapitał emerytalny i oszczędności w funduszach indeksowych są ekspozycją na tę bańkę, czy tego chcemy, czy nie. Siedzimy w warstwie aplikacyjnej tego łańcucha wartości jako konsumenci i płatnicy renty, ale w warstwie finansowej jako po prostu zakładnicy tego szaleństwa.
Na koniec rzecz, która w polskiej debacie o AI jest chronicznie nieobecna, a którą Doctorow stawia w centrum: nieuchronność jest chwytem retorycznym, nie faktem. Autor nazywa to inewitabilizmem i wywodzi wprost od Margaret Thatcher i jej „There is no alternative”. Szef technologiczny, który mówi, że AI „nadchodzi” i „nie da się tego zatrzymać”, robi dokładnie to samo, co każdy silny gracz w historii: przedstawia własną decyzję biznesową jako prawo natury.
Fantastyka naukowa (przypomina Doctorow, który jest przecież pisarzem SF) jest literaturą antyinewitabilistyczną. Samo istnienie wielu różnych wyobrażonych przyszłości dowodzi, że obecny układ jest wyborem. A skoro jest wyborem, można wybrać inaczej.
Żeby było jasne. The Reverse Centaur’s Guide to Life After AI też nie jest książką spod znaku “anty-AI”. To sprawnie napisany manifest “anty-bańkowy” i “anty-fatalistyczny” bo sam Doctorow bez oporów zachwyca się transkrypcją na swoim laptopie, lokalnymi modelami obrazu, pracą HRDAG, która przy pomocy LLM-ów indeksuje terabajty akt policyjnych i dokumentuje zbrodnie wojenne w Kolumbii.
On sam chce, żebyśmy używali “statystycznych papug” (czyli LLMów) tam, gdzie służą nam, i głośno mówili „nie” tam, gdzie AI ma służyć do niszczenia praw pracownika, zmuszania do wyzysku i niesprawiedliwych płac.
Cała różnica (jak powtarza swoją mantrę Doctorow) nie tkwi w tym, co robi gadżet. Tkwi w tym, dla kogo to robi i komu to robi.
Marco Buscaglia mógłby to sobie wydrukować i powiesić nad biurkiem.
My też.
Artur Kurasiński
Komputronik to nie tylko firma w której kupisz laptopa do pracy, ale firma monitoruje sieci innych firm 24 godziny na dobę, żeby złapać hakera, zanim zaszyfruje im dane.
W tym odcinku Technofobii rozmawiam z Pawłem Stapfem z Komputronik Biznes (sponsorem tego odcinka) o tym, jak wygląda dziś prawdziwa walka z cyberprzestępcami, ale nie ta z filmów, tylko ta, która dzieje się w SOC-u (Security Operations Center) każdej dnia i każdej nocy.
Punkt wyjścia: atak ransomware na szpital wojewódzki w Szczecinie, który sparaliżował placówkę i zmusił personel do pracy na papierze. Gdyby szpital miał operacyjne centrum bezpieczeństwa - czy dałoby się wykryć wcześniej przestępcze działania?
ZOBACZ📺
POSŁUCHAJ🎙️
NEWSY WARTE TWOJEJ UWAGI:
Przeszukałem cały Internet w poszukiwaniu najciekawszych/najważniejszych historii dotyczących technologii ;)
NETFLIX KUPUJE STARTUP AI BENA AFFLECKA
Netflix ujawnił, że zapłacił 587 mln dolarów za startup InterPositive, założony przez Bena Afflecka i rozwijający narzędzia AI wspierające filmowców w postprodukcji. To jedna z największych inwestycji firmy w technologie dla branży filmowej i wyraźny sygnał, że sztuczna inteligencja ma odegrać istotną rolę w przyszłości produkcji.
CHINY WALCZĄ Z CZATBOTAMI UDAJĄCYMI RELACJE
Chińskie władze zaostrzają przepisy dotyczące chatbotów, chcąc ograniczyć emocjonalne przywiązanie użytkowników do wirtualnych partnerów i zachęcić ich do budowania relacji w świecie rzeczywistym. To kolejny element działań mających przeciwdziałać kryzysowi demograficznemu i spadającej liczbie urodzeń.
APPLE INTELLIGENCE WCHODZI DO CHIN (NA SILNIKU ALIBABY)
Chiński regulator zatwierdził usługi AI Apple’a oparte na modelach Qwen od Alibaby, które trafią do iOS, iPadOS, macOS i visionOS. To przełom po latach opóźnień i nieudanych rozmów z Baidu, DeepSeek i ByteDance a zarazem przypomnienie, że w Chinach nawet Apple gra na warunkach Pekinu. Akcje Alibaby wzrosły o ponad 6% po ogłoszeniu.
ANTHROPIC I BLACKSTONE: BILION DOLARÓW LEŻY WE WDROŻENIACH
Joint venture Anthropica, Blackstone, Hellman & Friedman i Goldman Sachs dostało nazwę: Ode with Anthropic czyli warta 1,5 mld dolarów firma wdrożeniowa, która wysyła inżynierów AI bezpośrednio do biur klientów korporacyjnych. CEO Chris Taylor mówi wprost, że przy dobrej egzekucji to potencjalnie firma warta bilion dolarów. Laby frontier przyznają tym samym, że sama sprzedaż lepszych modeli nie wystarczy do wygrania rynku enterprise.
NYT OSKARŻA OPENAI O UKRYWANIE I NISZCZENIE DOWODÓW
New York Times i kilkanaście innych redakcji wnioskuje o sankcje sądowe wobec OpenAI, twierdząc, że firma przez dwa lata kłamała o braku możliwości przeszukiwania własnych danych treningowych i logów ChatGPT. Zeznania inżyniera OpenAI ujawniły m.in. wewnętrzną bazę 78 mln zanonimizowanych rozmów, którą firma sama badała pod kątem naruszeń. Wydawcy zarzucają też kasowanie miliardów logów wbrew nakazowi sądu czyli standard ujawniania danych ustalony w tej sprawie może objąć całą branżę.
KOREA MA PLAN NA AI ZA 880 MLD $ ALE BRAKUJE PRĄDU I WODY
Dziesięcioletni plan Seulu na chipy, centra danych AI i robotykę (1350 bln wonów, głównie kapitał Samsunga i SK Hynix) zderza się z twardą fizyką: megaklaster Yongin będzie potrzebował 15-16 GW mocy, czyli około jednej czwartej zapotrzebowania całego Seulu, oraz 800 tys. ton wody dziennie. Linie przesyłowe i wodociągi są lata za harmonogramem budowy fabryk, a plan awaryjnych elektrowni LNG już wywołał sprzeciw komisji klimatycznej partii rządzącej.
REKORDOWY PATCH TUESDAY MICROSOFTU — 570 ŁATEK DZIĘKI AI
Microsoft wydał rekordową liczbę 570 poprawek bezpieczeństwa dla Windows, Office’a i innych produktów, tłumacząc skok wykorzystaniem AI do wykrywania podatności w kodzie. Co najmniej dwie luki to zero-daye aktywnie wykorzystywane przez hakerów w tym błąd w SharePoint, przed którym ostrzega amerykańska CISA. AI znajduje dziury szybciej niż ludzie zdążą je łatać po obu stronach barykady.
VINT CERF CHCE DAĆ AGENTOM AI TOŻSAMOŚĆ W SIECI
Współtwórca protokołów internetu, po 20 latach odejścia z Google, doradza Innovation Labs - organizacji budującej otwartą architekturę identyfikacji agentów AI opartą na infrastrukturze DNS. Kluczowe pytania: jakie uprawnienia ma agent, skąd je czerpie i kto odpowiada za jego działania w sieci, w której maszyny będą rozmawiać głównie z maszynami. Cerf podkreśla, że atutem projektu jest brak hyperscalera w tle i własnościowych danych rejestracyjnych.
PIERWSZY HARDWARE OD OPENAI DLA VIBE CODERÓW
OpenAI zaprezentowało Codex Micro – niewielki kontroler stworzony we współpracy z Work Louder, który ma ułatwić zarządzanie agentami AI w Codexie i przyspieszyć pracę programistów. To pierwszy sprzęt sygnowany przez firmę, ale nie jest to zapowiadane wcześniej konsumenckie urządzenie rozwijane z Jonym Ivem.
CHIŃSKIE AI KONTRA OGRANICZENIA USA
Wykorzystanie chińskiego modelu AI do analizy ataku z udziałem autonomicznego agenta OpenAI wywołało dyskusję o tym, czy obecne zabezpieczenia amerykańskich modeli nie utrudniają legalnych działań w cyberbezpieczeństwie. Sprawa pokazuje, że zbyt restrykcyjne ograniczenia mogą skłaniać firmy do sięgania po mniej ograniczone rozwiązania open source z Chin.




