Tajwan o muerte
Wyobraźmy sobie, że ktoś jednym ruchem wyłącza ~95 proc. produkcji najbardziej zaawansowanych chipów świata. Nie w odległej przyszłości, nie w scenariuszu sci-fi, ale w wyniku blokady morskiej wokół wyspy wielkości Maryland (albo województwa mazowieckiego jeśli przyjąć naszą, polską skalę).
Tą wyspą jest Tajwan.
Od lat amerykańscy urzędnicy ostrzegają Dolinę Krzemową: jeśli Pekin zdecyduje się na blokadę lub inwazję, skutki będą natychmiastowe. Według raportu zleconego przez Semiconductor Industry Association odcięcie dostaw chipów z Tajwanu oznaczałoby największy wstrząs gospodarczy od czasów Wielkiego Kryzysu – spadek PKB USA o 11 %, czyli dwa razy głębszy niż w 2008 roku.
Tajwan odpowiada za ok. 90 % produkcji najbardziej zaawansowanych chipów. Bez tych chipów nie działają nie tylko iPhone’y i centra danych AI, ale także samochody, sprzęt medyczny, infrastruktura energetyczna i wojskowa. Co więcej – nawet gdy pierwsze wafle AI zaczynają powstawać w Arizonie, finalne pakowanie i łączenie układów nadal odbywa się na Tajwanie.
Amerykańska suwerenność technologiczna okazuje się w praktyce częściowa.
Poufny raport zlecony przez Semiconductor Industry Association w 2022 roku wyliczył, co by się stało, gdyby ten łańcuch dostaw pękł. PKB USA spadłby o 11% — dwa razy więcej niż podczas kryzysu 2008. Chiny straciłyby 16%. Bloomberg szacuje globalne straty na ponad 10 bilionów dolarów. Dla porównania: cała polska gospodarka to około 800 miliardów.
To jest właśnie ta część, która powinna niepokoić wszystkich bo ujawnia głęboki mechanizm myślenia krótkoterminowego w największych firmach świata. Otóż rząd USA ostrzegał - urządzał tajne odprawy, zaprasał wierchuszkę Doliny Krzemowej (Apple, Nvidii, Qualcomm, AMD). CIA i wywiad wojskowy raportowały (a rząd kolportował bardzo aktywnie informacje dalej), że Chiny planują przejęcie Tajwanu do 2027 roku.
Tim Cook po jednej z takich odpraw powiedział, że śpi “z jednym okiem otwartym”.
A potem... nic. Żadna z firm nic nie zrobiła żeby zmienić tę sytuację.
Powód jest banalny i przerażający jednocześnie: chipy produkowane w USA są o ponad 25% droższe. Kwartalne wyniki ważniejsze niż geopolityczne ryzyko za 5 lat. A poza tym (jak zauważył jeden z konsultantów McKinseya) mentalność branży była prosta: “Jeśli my będziemy w d*pie, to wszyscy będą. Po co się martwić?”
Sekretarz skarbu Scott Bessent powiedział w Davos wprost: “Gdyby ta wyspa została zablokowana, byłby to ekonomiczny Armagedon.”
Na zaproszenie ówczesnego Prezydenta USA, Joe Bidena jesienią 2021 roku do Białego Domu trafili najważniejsi szefowie branży półprzewodników z poufnym ostrzeżeniem: Chiny coraz poważniej myślą o inwazji na Tajwan. W tamtym czasie słowa te brzmiały mało przekonująco bo wierzono jeszcze w stary porządek świata i dopiero pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę przewartościowała myślenie o ryzyku
Prezydent Biden próbował marchewki: ustawa CHIPS Act, 50 miliardów dolarów dotacji na budowę fabryk w USA. Intel obiecał, Samsung obiecał….Finałowo TSMC otworzyło zakład w Arizonie. Ale firmy technologiczne nadal nie zamawiały tam chipów. Bo były droższe i technologicznie o generację za tymi produkowanymi na Tajwanie (TSMC ma taką nieoficjalną zasadę, że najnowsza technologia zawsze zostaje na wyspie).
Latem kolejnego roku, w lipcu 2023 r., na kolejne tajne spotkanie w Białym Domu zaproszono m.in. Tima Cooka z Apple’a, Jensena Huanga z Nvidii oraz Lisę Su z AMD. Szef CIA William Burns i szefowa wywiadu Avril Haines przekonywali zebranych biznesmenów, że tempo chińskich wydatków zbrojeniowych pozwala prognozować jakiś ruch w kierunku Tajwanu około 2027 r.
Trump zmienił podejście: zagroził cłami 100% dla firm, które nie będą kupować 50% chipów z amerykańskich zakładów. Wywarł też presję na TSMC, żeby budowało więcej w Arizonie (tajwański koncern co prawda stawiał opór, ale ugiął się pod naciskiem własnego rządu. Łączna wartość deklarowanych inwestycji tajwańskich firm w budowę fabryk na terenie USA wyniosła 150 mld $. Do kwoty 100 mld $. zobowiązało się Apple. Wzrost nakładów zadeklarowały też AMD i Qualcomm, a Nvidia wyłożyła 5 mld $ na ratowania Intela).
Branża została uratowana?
Jensen Huang poleciał w październiku 2025 do Phoenix świętować “historyczny moment” czyli “pierwszy chip AI Nvidii wyprodukowany w USA”. Ale nie powiedział publicznie, że ten chip nie był gotowy. Żeby stał się pełnoprawnym chipem AI, musi trafić do fabryki w Tajwanie (tzw. packaging) czyli proces łączenia chipów.
Tak więc faktycznie coś, co zostało wyprodukowane w USA i tak nie może istnieć bez Tajwanu.
Polska nie produkuje chipów. Ale używamy ich wszyscy bo są w każdym smartfonie, każdym laptopie, każdej aplikacji AI, z której korzystamy w pracy. Każda firma korzystająca z chmury, z modeli językowych, z systemów automatyzacji jest zależna od łańcucha dostaw, który zaczyna się na Tajwanie.
Gdyby wyspa Tajwan została odcięty (na przykład w wyniku morskiej blokady przez Chiny), europejskie firmy nie miałyby gdzie kupić chipów. Nie za tydzień, nie za miesiąc. Rezerwy wystarczyłyby na kilka miesięcy. Potem nastąpiłby paraliż znany chociażby z czasów COVID-19 kiedy statki nie pływały do Europy - producenci samochodów dawali opcję klientom “kupujesz samochód bez opuszczanych szyb i radia albo nie dostaniesz wcale” (w autach z silnikiem spalinowym stosuje się zazwyczaj 50-200 chipów półprzewodnikowych. Odpowiadają one za podstawowe funkcje, jak sterowanie silnikiem, ABS czy oświetlenie. Samochody hybrydowe lub elektryczne zawierają około 3000-3500 półprzewodników).
To nie jest scenariusz science fiction. To jest ryzyko, które profesjonalni inwestorzy i menedżerowie powinni uwzględniać w planowaniu strategicznym już dziś.
Technologia nauczyła nas myśleć w kategoriach skalowalności i redundancji. Tymczasem fundament cyfrowej gospodarki Zachodu opiera się dziś na jednym, geopolitycznie kruchym punkcie. To nie jest już tylko kwestia bezpieczeństwa narodowego USA, ale pytanie o przyszłość całego modelu wzrostu opartego na AI, chmurze i półprzewodnikach.
Artur Kurasiński
PS. Trzy lata temu zacząłem myśleć o projekcie własnego systemu RPG, który będzie inny niż te, które znałem i w które grałem. Brakowało mi czegoś, co byłoby związane z naszą słowiańską naturą a jednocześnie nie byłaby to coś, co garściami czerpie z czerpie z uniwersum Wiedźmina.
Na mój apel odpowiedział Maciej Głowacki a potem zaprosił Michał Gołkowski. Razem zaczęliśmy przygodę z tworzeniem świata Strigovia. Po drodze udało mi się nakłonić do współpracy fantastycznych twórców jak Przemysław Truściński TRUST, Tomek Larek czy Michał Ratkowski. W sumie pracowało ponad 50 osób (tłumacze, redaktorzy, graficy, ilustratorzy, rzeźbiarze, animatorzy itd) - lista osób cały czas rośnie bo jest jeszcze mnóstwo pracy przed nami. Niemniej czas wyjść z cienia.
1 czerwca rusza nasza kampania na platformie Kickstarter w trakcie której pokażemy Wam to, co udało nam się przez ten okres stworzyć - autorską mechanikę, unikalny świat w którym Puszcza jest jednocześnie zagrożeniem i jedyną ochroną.
Zapraszam serdecznie!

