Scott Galloway, profesor marketingu z NYU, właśnie ogłosił swoją giełdową prognozę na 2026 rok: stawia na akcje Amazona. Ale nie dlatego, że ma nową, fajną aplikację albo że jego chatbot będzie zabawniejszy od ChatGPT. Powód jest znacznie bardziej przyziemny i niepokojący: Amazon właśnie buduje największą armię robotów w historii korporacyjnej Ameryki (a drugą po chinach).
Technologia rozwija się znacznie szybciej niż nasza wyobraźnia społeczna. Zbudowanie robotów może okazać się łatwiejsze niż zbudowanie społeczeństwa, które potrafi z nimi żyć.
Zastanawiałem się, czy w makroekonomii istnieje już konkretny model lub wzór na wyliczenie punktu krytycznego automatyzacji. Chodzi o procentowy próg, po którego przekroczeniu zyski korporacji zaczną spadać z powodu globalnego załamania popytu na ich produkty. Wrzuciłem to pytanie do modelu AI, żeby poodbijać myśli, i trafiłem na świeży paper: „The AI Layoff Trap” (Falk, Tsoukalas, marzec 2026). Nie ma chyba jednego konkretnego procenta, po którym nastąpi katastrofa, a nawet gdyby taki twardy próg wprowadzono, to najwięksi gracze i tak zdążyliby zautomatyzować się pierwsi, mając kapitał na szybkie wdrożenie, zanim zakaz wszedłby w życie. Mali zostaliby z tyłu, dodatkowo związani regulacją, którą więksi już obeszli.
Firmy nie mogą się z tego wycofać same, nawet gdyby chciały, bo automatyzacja jest strategią dominującą. Można widzieć nadchodzącą katastrofę i pędzić w jej stronę, bo takie są zasady wygrywania w tę grę. Trochę jak z klimatem.
Mechanizm jest prosty. Firma zgarnia 100% oszczędności z zastąpienia pracownika algorytmem, ale ponosi zaledwie ułamek (dokładnie 1/N, gdzie N to liczba konkurentów na rynku) kosztów globalnego spadku popytu. Im tańsza i lepsza AI, tym ludzkość wychodzi na tym de facto gorzej.
Działa to jak tłum na stadionie. Pierwszy, kto wstanie (pełna automatyzacja firmy), widzi lepiej. Gdy wstaną wszyscy, nikt nie widzi lepiej, za to wszyscy stoją i bolą ich nogi (nie mają pracy i z czego kupić produktów od zautomatyzowanej firmy).
Autorzy „The AI Layoff Trap” przetestowali sześć sposobów na wyjście z pułapki, od dochodu podstawowego po akcje pracownicze dla załogi. Skuteczny okazuje się tylko jeden: podatek od automatyzacji, naliczony dokładnie w wysokości szkody wyrządzonej konkurencji. Czyli o kwotę, o jaką spadną zyski rywali po wprowadzeniu algorytmów. Tylko kto zmusi gigantów?
Technologia rozwija się znacznie szybciej niż nasza wyobraźnia społeczna. Zbudowanie robotów może okazać się łatwiejsze niż zbudowanie społeczeństwa, które potrafi z nimi żyć.
Zastanawiałem się, czy w makroekonomii istnieje już konkretny model lub wzór na wyliczenie punktu krytycznego automatyzacji. Chodzi o procentowy próg, po którego przekroczeniu zyski korporacji zaczną spadać z powodu globalnego załamania popytu na ich produkty. Wrzuciłem to pytanie do modelu AI, żeby poodbijać myśli, i trafiłem na świeży paper: „The AI Layoff Trap” (Falk, Tsoukalas, marzec 2026). Nie ma chyba jednego konkretnego procenta, po którym nastąpi katastrofa, a nawet gdyby taki twardy próg wprowadzono, to najwięksi gracze i tak zdążyliby zautomatyzować się pierwsi, mając kapitał na szybkie wdrożenie, zanim zakaz wszedłby w życie. Mali zostaliby z tyłu, dodatkowo związani regulacją, którą więksi już obeszli.
Firmy nie mogą się z tego wycofać same, nawet gdyby chciały, bo automatyzacja jest strategią dominującą. Można widzieć nadchodzącą katastrofę i pędzić w jej stronę, bo takie są zasady wygrywania w tę grę. Trochę jak z klimatem.
Mechanizm jest prosty. Firma zgarnia 100% oszczędności z zastąpienia pracownika algorytmem, ale ponosi zaledwie ułamek (dokładnie 1/N, gdzie N to liczba konkurentów na rynku) kosztów globalnego spadku popytu. Im tańsza i lepsza AI, tym ludzkość wychodzi na tym de facto gorzej.
Działa to jak tłum na stadionie. Pierwszy, kto wstanie (pełna automatyzacja firmy), widzi lepiej. Gdy wstaną wszyscy, nikt nie widzi lepiej, za to wszyscy stoją i bolą ich nogi (nie mają pracy i z czego kupić produktów od zautomatyzowanej firmy).
Autorzy „The AI Layoff Trap” przetestowali sześć sposobów na wyjście z pułapki, od dochodu podstawowego po akcje pracownicze dla załogi. Skuteczny okazuje się tylko jeden: podatek od automatyzacji, naliczony dokładnie w wysokości szkody wyrządzonej konkurencji. Czyli o kwotę, o jaką spadną zyski rywali po wprowadzeniu algorytmów. Tylko kto zmusi gigantów?
Po prostu wypełni się Matrix, ludzie zajdą do podziemia bo nie będą potrzebni. Zostaną tylko wybrani